W piątek – 22 maja 2026 r. uczniowie naszej szkoły mogli poczuć już powiew wakacji. Tego dnia wyruszyliśmy w stronę Opatowa i Sandomierza, by zwiedzić tę część naszego pięknego kraju. Rozpoczęliśmy od… powrotu do przeszłości, czyli zwiedzenia Osady Neolitycznej w Kopcu (niedaleko zamku Krzyżtopór). Dzięki sympatycznym pasjonatom archeologii i właścicielom tego miejsca mogliśmy zobaczyć, jak wyglądało życie naszych praprzodków, ponieważ Osada Neolityczna w Kopcu to rekonstrukcja osady kultury pucharów lejkowatych, która zasiedlała ziemie polskie w późnej epoce kamienia.
Później szybko przenieśliśmy się do czasów nam współczesnych i pojechaliśmy do Opatowa, gdzie zajęliśmy się pakowaniem słynnych krówek…
W Opatowie zwiedziliśmy również klasztor i gotycki kościół Ojców Bernardynów, sięgający swymi
początkami do wieku XV. Tam również pani przewodnik pokazała nam słynną Opatowską Tłocznię
Mistyczną.
Z Opatowa wyruszyliśmy do Sandomierza, którego zwiedzanie rozpoczęliśmy od relaksującego rejsu po Wiśle. Nie zabrakło także przejścia przez słynne Ucho Igielne – jedną z najbardziej
charakterystycznych atrakcji Sandomierza. Potem odwiedziliśmy słynnego serialowego ojca Mateusza. Na wystawie zatytułowanej „Świat Ojca Mateusza” mogliśmy zobaczyć figury postaci
występujących w serialu oraz poczuć atmosferę planu filmowego.
A potem znowu cofnęliśmy się w czasie i zajrzeliśmy do Marcina z Urzędowa – lekarza i botanika, który żył w XVI wieku (ok. 1500-1573) i zwiedziliśmy Akademię Ziołową Czary Napary.
Duże wrażenie wywarło na nas spotkanie w zbrojowni z rycerzem sprzed wieków, który doskonale posługiwał się językiem współczesnej młodzieży opartej na grach, internetowych prankach
i viralowych filmikach, ale mówił o odwadze, wierności, pracy i wartościach, które – mimo upływu czasu – pozostają niezmiennie uniwersalne – BÓG, HONOR, OJCZYZNA. Ponadto w zbrojowni
rycerskiej można było wziąć do ręki piki, halabardy, włócznie, miecze, topory, rapiery, tarcze, hełmy. Wśród nieco mrocznych pomieszczeń znajdowała się też "katownia" z pręgierzem, dybami i maskami hańbiącymi.
Oczywiście między zwiedzaniem nie zabrakło czasu na pamiątki.
A hasłem wycieczki zapewne można uczynić trzy słowa: dzik, six seven i …kura. Kto był, ten zrozumie.









